Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/legem.pod-zaczac.podhale.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
ieznany Czas. Dotychczas zawsze

Nie pozostawało mu nic innego, jak zejść, obudzić którąś ze służących i polecić jej, by zrobiła przy dziecku, co ko¬nieczne.

ieznany Czas. Dotychczas zawsze

Jak łatwo byłoby rozchylić usta, otoczyć rękami muskularne barki, poszukać pociechy i zapomnienia, zatopić się w jego bliskości, w jego ciele, którego dotyk zdradzał wyraźnie, że Mark odczuwa to samo, co ona...
- Naprawdę? - zawołał z nagłą radością.
drugiemu, lepiej rozumie samego siebie?
- Przepiórki? Szczerze powiedziawszy, wolę kurczaka - odparła Tammy bez zastanowienia.
- Nie. Otarła krew i zobaczyła, że rozcięcie jest długie, lecz niezbyt głębokie. - Mimo wszystko zalecałabym założenie szwów. - Przeżyję. Muszę tylko trochę poleżeć. - Rozpiął koszulę, ale kiedy zaczął ją zdejmować, gwałtownie nabrał powietrza. - Pomogę ci. Delikatnie zsunęła koszulę z jego ramion. Powoli pomogła mu uwolnić ręce z rękawów, a potem cofnęła się, żeby ocenić rozmiary uszkodzeń. Cały tors Becka pokryty był siniakami w miejscach licznych kopnięć. Jego plecy wyglądały równie źle. - Och, Beck - wyszeptała. - Naprawdę powinni cię prześwietlić. - Z powodu tego? - Jęcząc z bólu, położył się i oparł głowę na poduszce. - To nic takiego. - Proszę, pozwól mi wezwać ambulans. Za piętnaście minut możesz być w szpitalu. - Za to za piętnaście sekund mogę już spać, jeśli się zamkniesz i wyniesiesz z pokoju. Przedtem jednak poproszę o kilka tych pigułek. Sayre otworzyła butelkę i wytrząsnęła na dłoń trzy tabletki. Poprosił o czwartą i Sayre mu podała. Podtrzymała go, żeby przełknął lekarstwo i popił wodą, którą przyniosła z łazienki. Potem Beck opadł na poduszkę i zamknął oczy. - Zanim wyjdziesz, czy mogłabyś zdjąć słuchawkę z widełek? - Oczywiście. - Nasyp też suchej karmy dla Frita i upewnij się, że ma wodę. Gdybyś jeszcze mogła go wypuścić za potrzebą... - O nic się nie martw. - Brama... - Pamiętam. Zasłoniła okna, aby przyciemnić pokój, i włączyła wiatrak pod sufitem. Potem usiadła, obserwując Becka, aż rytmiczne wznoszenie się i opadanie jego piersi wskazało, że zasnął. Ruszyła w kierunku drzwi, pokazując psu, że powinien za nią pójść. Frito jednak ułożył się na podłodze, z głową na przednich łapach i spojrzał na nią smętnym wzrokiem. Cicho wycofała się z pokoju. Wczesnym popołudniem Beck obudził się z niespokojnego snu. Spojrzał na Sayre, zdziwiony jej obecnością. - Ty tutaj? - Jęczałeś. Chyba kończy się działanie ibuprofenu. Spojrzał na zegarek stojący na szafce nocnej. - Dlaczego wciąż tu jesteś? - Weź jeszcze trzy tabletki. - Wepchnęła mu lekarstwo do ust i przytknęła do nich szklankę z wodą. - Jacyś dziennikarze? - spytał po przełknięciu ibuprofenu. - Około pierwszej pojawił się tu samochód dziennika telewizyjnego. Wysiedli z niego dwaj mężczyźni, popatrzyli przez chwilę na dom, po czym wrócili do wozu i odjechali. Beck zamknął oczy i pokiwał głową. - W wiadomościach południowych była wzmianka o zamieszkach. Więcej szczegółów mają podać w dzienniku wieczornym. Biuro Nielsona wydało oświadczenie. Przykro mu z powodu użytej przemocy. Twierdzi, że zaatakowali cię nie jego ludzie, lecz pracownicy Hoyle'a. - Mówi prawdę. Rozpoznałem ich. - Twoja komórka dzwoniła kilkakrotnie. Nie odebrałam wiadomości, ale sprawdziłam, kto
- O to się w ogóle nie martw. Tu wszystko kreci się samo.
- Rano już mnie tu nie będzie.
Nie, nic nie było w porządku. Najchętniej wtuliłaby twarz w ten jego śmieszny mundur i wybuchła płaczem. Ty¬le tylko, że nie miała zwyczaju płakać.
- O sobie. Tylko i wyłącznie.
- Nie, nie wszyscy Poszukiwacze Szczęścia stają się pijakami. Mądrzy Poszukiwacze znajdowali szczęście, choć nie
- Nie chce mi się wierzyć, że pani o niczym nie wie - oznajmił z nagłym gniewem. - Przecież matka musiała pani powiedzieć!
- Dlaczego? To jedyne sensowne wyjście z sytuacji.
satysfakcja, iż: "Dobrze, że nie wszyscy dorośli są dziwni..."
- Nie mogę - jęknął z rozpaczą.

pchnął ją do przodu; płynęła już prawie równo z Diazem. Mężczyzna,

ale nie odezwał się ani słowem, podał jej rękę i pomógł wysiąść.
stał się od nich brutalniejszy, jeszcze bardziej bezwzględny Nigdy nie
pod ręką w razie potrzeby
sprawę. Choćby to, że zaczęła przeklinać; nigdy tego nie robiła, nawet
biała koszulka Blues Clues, dżinsy, sandałki. Potem wysłał ich w
potem zasnąć mimo dojmującego fizycznego zmęczenia. Po
Telefon kliknął sygnałem zakończonego połączenia. Susanna
kociak. Miejmy nadzieję, że nie kojot.
- W Juarez. Dlatego właśnie próbuję się do ciebie dodzwonić.
wytropić porywaczy Justina, musiała nauczyć się wielu rzeczy,
- Minęło dziesięć lat.
Weszła do biura Poszukiwaczy i od razu zobaczyła Briana
Diaz podszedł do opartego o płot rowerka i kucnął, by uważnie
- Przykro mi, ale nie mogę. To zbyt skomplikowane, jak
- Prawdopodobnie wspiął się na rowerek i w ten sposób

©2019 legem.pod-zaczac.podhale.pl - Split Template by One Page Love